Transkrypcja rozmowy w formacie.docx
Czarna plansza. Na górze pośrodku logotyp Muzeum Kinematografii w Łodzi w postaci czarnej taśmy filmowej. Rozwija się od dołu ku górze, do dołu i znów zakręca do góry i do dołu. Tworzy literę ‘M’. Po prawej stronie, wzdłuż litery ‘M’ w trzech rzędach, jeden pod drugim, czarny napis prostą czcionką. ‘Muzeum’, ‘Kinematografii’, ‘w Łodzi’. Pierwsze litery słów ‘Muzeum’, ‘Kinematografii’ i ‘Łodzi’ są wielkie.
Poniżej logotypu biały napis:
Rozmowa z Krystyną Zamysłowską, Głównym Inwentaryzatorem Zbiorów w Muzeum Kinematografii w Łodzi w latach 1986 – 2019.
Plansza znika, na ekranie pojawia się kobieta pokazana od klatki piersiowej w górę. Ma krótkie, blond włosy z długą, zaczesaną na lewy bok grzywką zasłaniającą całe czoło. Nosi duże, przeciwsłoneczne okulary. Wydatny nos, usta wąskie. Ubrana jest w białą koszulę oraz wielokolorowy szal. W tle ciemnoszara ściana z białymi napisami. To kilkadziesiąt imion i nazwisk absolwentów Szkoły Filmowej w Łodzi.
Pałac nie był otwarty dla zwiedzających. Na parterze mieściły się różne instytucje. Przed nami był oddział łódzki pracowni konserwacji zabytków, wcześniej szkoła muzyczna. My dostaliśmy ten budynek z dniem 1 stycznia ‘86 roku, ale przeprowadzkę zakończyliśmy w kwietniu ‘86 roku. Biura mieściły się na pierwszym piętrze. Tutaj, w tym pomieszczeniu, był sekretariat. No, było bardzo zimno. Pamiętam, jak się przeprowadzaliśmy. Nie działało ogrzewanie, bo ogrzewanie tutaj było lokalne i głównie było nastawione na to, żeby ciepło dostarczać do szkoły muzycznej, która mieściła się w budynku, gdzie obecnie administracja. Natomiast głównie to doskwierało zimno, bo nie można było palić w piecach. Nie we wszystkich. Niedrożne były przewody kominowe. Brakowało sprzętu. My nie mieliśmy żadnych biurek, tylko zostały zakupione szafy. Takie metalowe szare do przechowywania eksponatów. Pracowaliśmy właściwie początkowo w tych dwóch pokojach, ale to były piękne czasy. Dyrektor Antoni Szram był postacią niezwykłą i miał wiele fantastycznych pomysłów, które udało mu się mimo tego ciężkiego czasu realizować. Już 10 maja została otwarta wystawa poświęcona Andrzejowi Wajdzie ,,Reymont. Ziemia obiecana. Wajda”. Ona była w pomieszczeniach zabytkowych na dole. To było niezwykłe wyzwanie dla plastyków, którzy z nami pracowali, a zawsze dyrektor otaczał się artystami. Pamiętam, powstało wtedy logo muzeum. Chociaż nie byliśmy jeszcze wtedy znani, nikt o nas nie słyszał. Ta wystawa wyglądała w ten sposób, że zostały na czerwonym chodniku, który biegł wzdłuż pomieszczeń zabytkowych, ustawione tafle szklane, tak w ten sposób, i na tych taflach naklejone były różne materiały. One oczywiście w większości dotyczyły ,,Ziemi obiecanej”, bo ta wystawa powstała z okazji 30 filmów nakręconych przez Andrzeja Wajdę, także 30 lat na 30-lecie. I to była wystawa, którą udało nam się ściągnąć z DKF-ów, natomiast my dołożyliśmy ten komponent związany z ,,Ziemią obiecaną” i myślę, że to się bardzo udało. Były bardzo pochlebne recenzje. Przyjechała ekipa, która pracowała, dosyć potężna, która pracowała przy filmie, oczywiście był reżyser Andrzej Wajda, była Krystyna Zachwatowicz, był Kazimierz Sioma. była Barbara Ptak, był Maciej Putowski od dekoracji wnętrz, byli konsultanci tej wystawy. No, odbyło się to naprawdę z pompą i dostaliśmy wiele pozytywnych recenzji.
Dyrektorowi w tym początkowym okresie, mimo iż tutaj warunki były bardzo, bardzo prymitywne. Na przykład nie mieliśmy faksu, oczywiście telefonów komórkowych nie było. Jakieś dwa numery telefoniczne w muzeum były, ale to nam nie przeszkadzało i ta działalność rozwijała się. Dyrektorowi bardzo zależało na tym, żeby to, co robimy, uzyskało jakiś szeroki oddźwięk publiczny, dlatego między innymi w ‘87 roku postanowił na 60-lecie kina dźwiękowego stworzyć nagrodę Muzeum Kinematografii pod nazwą Artura. W ’87 roku na XII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych nagroda została wręczona Studiu Irzykowskiego za działalność ze szczególnym uwzględnieniem, Krzysztof Tchórzewski nakręcił ,,Szkołę kochanków” i ze szczególnym uwzględnieniem tego obrazu. Później ta nagroda, warto powiedzieć, była wręczana na gali zakończenia festiwalu, która to gala była transmitowana przez telewizję. W następnych latach te nagrody były oczywiście dalej wręczane. Zawsze były ogłaszane na festiwalu, a jeśli twórca nie mógł ich odebrać, to wówczas była następna impreza, na przykład Andrzej Żuławski nie przyjechał do Gdyni, bo był zajęty. To impreza wręczenia mu odbyła się w Warszawie i znowu było o nas głośno.
Pamiętam, że dyrektor bardzo dbał o to, żeby zbiory naszego muzeum powiększały się, przechodząc z Muzeum Historii Miasta Łodzi, bo tam działaliśmy przez kilka lat, tam był Dział Kultury Filmowej i Teatralnej, który gromadził eksponaty i z chwilą przeprowadzki przyszliśmy tutaj prawie z 13000 eksponatami. Większość to były programy, fotosy, plakaty, ale było również około 300 sztuk techniki filmowej, czyli stare kamery, aparaty fotograficzne i pamiętam jak tworzyliśmy tutaj, jak tu się przeprowadziliśmy, spotkania dyrektora z Andrzejem Wajdą. Nawet gdzieś w muzeum musi być list, który Andrzej Wajda wystosował do dyrektora Szrama, w którym proponuje co ma dyrektor zrobić, żeby eksponaty do muzeów napływały, żeby twórcy oddawali te eksponaty i tam cały szereg rad mu udzielał. I rzeczywiście to poskutkowało, bo wielu twórców się o nas dowiedziało i wielu swoje archiwa przekazało, na przykład Jan Rybkowski, Jerzy Passendorfer. Także to były naprawdę trudne czasy, ale ciągle coś się tutaj działo.
W osiemdziesiątym chyba siódmym roku muzeum stało się producentem dwóch filmów dokumentalnych ,,Człowiek środka” i ,,Wiesz jak jest”, jest jeden o profesorze Lewickim, drugi o profesorze Toeplitzu, które nakręcił Grzegorz Królikiewicz, my nie mieliśmy pieniędzy na to, nie mógł dyrektor otrzymać dofinansowania z naczelnego Komitetu Kinematografii, to jakieś stowarzyszenie przy muzeum powstało, które te pieniądze otrzymało i można było te firmy produkować. Jeszcze później muzeum było współproducentem filmu ,,Zawodowiec” o Leonie Niemczyku, to już robił pan Marek Piestrak. Pan Pawłowski był operatorem i pamiętam, też głośno było o tym filmie, bo jego twórcy i dyrektor pojechali na rozmowę do Polańskiego do Paryża i tam część materiału nagrali. Ciągle tutaj, w tym muzeum coś się działo. My nie siedzieliśmy. Były organizowane różne spotkania. Ale też telewizja dużo tutaj robiła, Iwonna Łękawa jak przeprowadziliśmy się tutaj do muzeum. Ona robiła przez kilka ładnych lat taki program ,,Zbliżenia, czyli to i owo o filmie”. Ten program wtedy był nadawany przez telewizję, przez Program Drugi Telewizji Polskiej. To był jedyny program filmowy w Polsce. Później pamiętam, robiła ,,Klapsika”, to z kolei był program też filmowy, ale skierowany dla dzieci i między innymi dzieci naszych pracowników – Tomka Komorowskiego, Marcel Kurowski, syn Basi Kurowskiej. Brały udział, to też trwało przez kilka ładnych lat i to z kolei ukazywało się w Programie Pierwszym na antenie Telewizji Polskiej.
Były tutaj ciągle ekipy filmowe, [które] się instalowały, więc my dużo czasu spędzaliśmy na dyżurach przy tych ekipach. Pamiętam film Wylężałka ,,Ludożerca”, bo one te filmy były kręcone w pomieszczeniach zabytkowych. Te pomieszczenia nie były jeszcze oddane do konserwacji, można było ekipy wpuszczać. Pamiętam ekipy Zbigniewa Kuźmińskiego ,,Między ustami a brzegiem pucharu”. Później Marek Piestrak kręcił ,,Powrót Wilczycy” i wszyscy… Mariusz Treliński ,,Pożegnanie jesieni”, Stefan Chazbijewicz ,,Podróż na wschód” i ci wszyscy aktorzy tą główną klatką schodową przechodzili. Tu był sekretariat, przechodzili przez nasze dwa pokoje do toalety. Także to było takie, bo jedna toaleta była w tym czasie w muzeum.
No fajne to były czasy, mimo iż nie było pieniędzy, bo tak jak mówiłam, jak ktoś miał krzesło i kawałek biurka, to był szczęśliwy, ale wzięliśmy wyprowadzając się Ogrodowej z Pałacu Poznańskiego kilkanaście mebli, które przez wiele lat służyły tutaj naszemu Muzeum Kinematografii i te meble, one stały w bibliotece i tam się odbywały spotkania z twórcami, z gośćmi muzealnymi, z gośćmi pana dyrektora. Mimo iż czasy były ciężkie, to jednak kilka wystaw powstało, które rzeczywiście zapisały się w historii tej instytucji. Pamiętam rok 1988, powstaje we wnętrzach tutaj zabytkowych, wystawa poświęcona Wojciechowi Hasowi. Bardzo pięknie zaaranżowana, scenografię do niej robiona przez panią Anię Bobrowską-Ekiert i w tym czasie w ‘88 roku również otwieramy drugą wystawę na 30-lecie filmu ,,Popiół i diament”. Ta wystawa z kolei była otwarta na Piotrkowskiej w akademiku Szkoły Filmowej naprzeciwko domu handlowego Domus, tam była galeria i pamiętam, znowu było głośno o muzeum, bo jak Andrzeja Wajdę dyrektor Antoni Szram przywiózł z na wernisaż jeepem, takim odkrytym i z tyłu jechał zastępca dyrektora Mieczysław Kuźmicki. Wszystkie światła na Piotrkowskiej od Mickiewicza do Żwirki były wygaszone i jak panowie podjechali tym jeepem, to wtedy włączyli reflektory i było widać, kto jest w samochodzie. No to było rzeczywiście takie niespotykane, bo tak się wernisaży nie otwierało. Dyrektor Kuźmicki zaprosił wszystkich na spirytus u Rudego, czyli nawiązanie do tej słynnej sceny z filmu, ale to bardzo się Andrzejowi Wajdzie spodobało. Mówiąc o Wajdzie, należałoby powiedzieć, że pierwsze plakaty, które zarejestrowaliśmy to były plakaty do ,,Ziemi obiecanej” i do i kilka plakatów do jego filmów zagranicznych. Również w tym czasie przekazał nam Mateusza Birkuta, rzeźbę z ,,Człowieka z marmuru”. Ta rzeźba też była przecięta na pół, ona była gipsowa z wielkimi ubytkami i udało nam się ją odrestaurować. I do dzisiaj stoi przed kinem Kinematograf.
W tej pierwszej ekipie był oczywiście dyrektor Antoni Schram, był Mieczysław Kuźmicki, który był szefem Działu Historii Kina i Teatru w Muzeum Historii Miasta Łodzi. Był Tomek Komorowski, była Gosia Białkowska, która przez wiele lat zajmowała się plakatami. Przeszła jako kadrowa Liliana Brzezińska. Przeszła Bożenna Jędrzejczak, przeszła Anka Godlewska i przeszłam ja. Później dołączyła do nas Basia Kurowska. Od pierwszego chyba stycznia ‘86 roku już jak tutaj byliśmy. No i tak ekipa zaczęła się powiększać.
Jak dostaliśmy ten budynek na własność, to dyrektor podjął się i opracował plan zagospodarowania tego budynku. Plan adaptacji tego budynku dla potrzeb Muzeum. Tutaj nigdy taka instytucja się nie mieściła i pomagał mu w tym właściwie, projekt został zrobiony przez profesora Derdowskiego. I on dotyczył nie tylko tego budynku, ale on dotyczył również całego Parku Źródliska i Księżego Młyna i są zdjęcia dokumentujące, jak pan dyrektor uwielbiał przedstawiać ten plan władzom miasta, jak przedstawia go wojewodzie Waldemarowi Bogdanowiczowi, jak przedstawia go Józefowi Niewiadomskiemu. No w planie miał, ażeby muzeum połączyć z Parkiem Źródliska, żeby nie było tego ogrodzenia, no nie udało się, ale i sam plan przebudowy tego pałacu. Pamiętam, że zaczęliśmy chyba od piwnic, ponieważ jest to teren podmokły. Przede wszystkim zostało z piwnic wyrzucone centralne ogrzewanie. Zostaliśmy podłączeni do miejskiego centralnego ogrzewania i dzięki temu, że nie było tam tej palarni, mógł dyrektor podziemia pogłębić, no na niektórych odcinkach nawet do półtora metra. Chyba już teraz dokładnie nie pamiętam, ale zaczęło się od piwnic. Wszystkie oczywiście tynki musiały być nowe. Musiała być instalacja elektryczna w całym pałacu nowa. Były zakładane nowe kaloryfery. To pamiętam jak przeprowadziliśmy się, był dach, [że] jak padał deszcz, to poodkładaliśmy jakieś miski, żeby nam na głowę nie leciało. Również dach został zrobiony. Później dyrektor wziął się za strychy. Te dwa strychy zostały udostępnione i tam odbywały się wystawy. Później jeden z tych strychów został jakby zamieniony na magazyny, bo muzeum nie miało żadnych magazynów i to był ten problem i pewnie do dzisiaj jest. Później była kilku nastoletnia żmudna praca konserwatorów w pomieszczeniach zabytkowych, które znajdują się na parterze.
Pełniłam funkcję głównego inwentaryzatora zbiorów od początku istnienia muzeum. I ja ten okres zapamiętałam jako okres, w którym ciągle pakowałam eksponaty i je rozpakowywałam. Kiedy przeprowadzaliśmy się z Pałacu Poznańskiego tutaj, musiałam te eksponaty rozpakować. My tutaj spędziliśmy kilka ładnych lat, bo nie było jeszcze budynku administracyjnego, który znajduje się w podwórzu, bo tam mieściła się w dalszym ciągu szkoła muzyczna i przez bodajże cztery lata te eksponaty musiały być dostępne, bo były robione wystawy i korzystaliśmy tylko z naszych zbiorów. Byliśmy jedyną instytucją w Polsce, która robiła wystawy i później, kiedy szkoła muzyczna wyprowadziła się z budynku dawnej stajni, to znowu była przeprowadzka, czyli znowu musiałam zapakować eksponaty w pudła, w kontenery i znowu przeprowadzić je tam do tamtego budynku, kiedy rozpoczął się remont tamtego budynku administracyjnego, więc znowu była przeprowadzka. Już było tych eksponatów było znacznie więcej. Około 30-40 tysięcy i znowu przeprowadzaliśmy się do Surtexu, później z Surtexu ponownie już do wyremontowanych, no pięknych wnętrz budynku administracyjnego, który muzeum zajmuje dzisiaj. Ja się zajmowałam pozyskiwaniem eksponatów, opracowywaniem również. I to była dla mnie bardzo, bardzo przyjemna praca. Lubiłam ją i myślę, że wiele eksponatów, wiele kolekcji, które znajdują się w muzeach, przyczyniłam się do tego, żeby one się znalazły w tym miejscu.
Najbardziej to mnie cieszyły wystawy, które mogłam robić i już później wystawy scenograficzne. Zaczęło się to od wystawy ,,Ogniem i mieczem. Kulisty filmu”, bo to były spotkania z ekipami filmowymi, z aktorami, bo po ,,Ogniem i mieczem” później przygotowywałam wystawę poświęconą ,,Quo vadis”, ,,Starej baśni” i pamiętam, no to było naprawdę wielkie przeżycie. Pracować z tymi ludźmi, bo pracowali przy tych wystawach oczywiście pracownicy muzeum, jestem za to bardzo wdzięczna, ale wszyscy pracowaliśmy, bo wiedzieliśmy, że powstają naprawdę piękne rzeczy, które ludzie chętnie oglądają. No i ten kontakt z ekipami, które przyjeżdżały na wernisaże, później były konferencje prasowe na ekspozycjach robionych. No to dla mnie naprawdę było. Spotkanie z panem Hoffmanem, z panem Jerzym Kawalerowiczem. Pamiętam po wernisażu wystawy ,,Quo vadis” zostałam zaproszona do takiego pomieszczenia, gdzie ekipa zebrała się i wzniesiono toast na moją część. To są takie chwile, że tego się po prostu nie zapomina, ale później też te kolejne wystawy, które przygotowywałam z Piotrkiem Kuleszą ,,Pola Negri. Legenda kina”. Wystawy poświęcona Agnieszce Holland, Andrzejowi Wajdzie, Krzysztofowi Kieślowskiemu. To było kilka wielkich wystaw, które przygotowywałam razem z Basią Kurowską. No to są naprawdę takie wrażenia, których się nie zapomni.
Tak. Słuchaj, bo nie było tak, że jest godzina 16:00 i wychodzimy tak jak teraz… to się przynajmniej nie tak dawno się to zdarzało. Wiesz, my szliśmy do domu, wertowaliśmy ten internet. Gdzie by tutaj? Co by jeszcze kupić? Dobrze, że Mietek był takim dyrektorem, który nam pozwalał. Oczywiście nie kupiliśmy, nie licytowaliśmy, na przykład kiedyś się ukazał samochód Polańskiego, którym jeździł w latach 70. No piękna sprawa, kabriolet, no można go było kupić. No ale wiedzieliśmy, że nie mimo braku pieniędzy, jednak to muzeum działało naprawdę.
Rozmowa kończy się czarną planszą z napisami.
Od góry w siedmiu rzędach napisy prostą czcionką:
Archiwum Historii Mówionych
Rozmowa z Krystyną Zamysłowską
Prowadzenie: Anna Michalska
Zdjęcia i montaż: Mikołaj Zacharow, Wojciech Wojtysiak
Opracowanie tekstów: Ewa Ceran, Damian Kardacki, Joanna Zielińska
Muzeum Kinematografii w Łodzi, 18 lipca 2023
Copyright Muzeum Kinematografii w Łodzi
Wzdłuż dolnej krawędzi biały pas z elementami graficznymi.
Od lewej flaga Polski, napis w dwóch rzędach Rzeczpospolita Polska, godło Polski. Następnie logotyp Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, logotyp Muzeum Kinematografii w Łodzi w postaci nazwy i czarnej taśmy filmowej w kształcie litery ‘M’, logotyp Miasta Łódź, logo Łódź Miasto Filmu Unesco.
